Juz od jakiegos czasu mialam podzielic sie tym bardzo dziwnym doswiadczeniem, ale wciaz ociagalam sie ze wzgledu na prace, studia, zmeczenie, itp. W skrocie – typowe wymowki…
1.5 miesiaca temu wracalismy po 9-dniowym pobycie w Montrealu do Londynu. Pozegnalismy sie z Rodzinka, nadalismy bagaze. Przy okazji rozleciala mi sie moja torba z bagazem podrecznym, wiec na chybcika musialam wybrac cos co by ja zastapilo, Niestety na lotniskach wybor jest ograniczony, wiec skonczylam z droga torba ktorej nie znosze i ktora teraz bezskutecznie staram sie sprzedac na gumtree… Jak widac, wylot do Londynu nie zaczal sie wiec zbyt fortunnie. Ale to tak naprawde nic, to bylo tylko preludium.
Wylot byl zaplanowany na 19.45, samolot jednak o 20.00 w dalszym ciagu stal w tym samym miejscu. Nie przejelismy sie tym jednak zbytnio, jako, ze na lotach transatlatntyckich takie spoznienie nie jest rzadkoscia. Nagle, w glosnikach rozlegl sie glos pilota, ktory oznajmil nam, ze w kokpicie pilotow znaleziono anonimowy list, z pogrozkami o tresci religijnej… Dowiedzielismy sie tez, ze zawiadomiona zostala corporate security, ktora wejdzie na poklad, zeby sprawdzic czy list jest zartem czy prawdziwym zagrozeniem.
Musze przyznac, ze bardzo, ale to bardzo sie przerazilismy. Rozejrzelismy sie po pokladzie i wokol wszedzie widac bylo tlumione przerazenie. Zauwazylismy tez, ze wsrod pasazerow wielu jest pochodzenia muzulmanskiego, co zdradzaly ich tradycyjne stroje. Nagle pewien mlody czlowiek, ubrany w tradycyjne arabskie szaty, wstal i zazadal od personelu ciszy i spokoju, jako, ze chce sie pomodlic w tyle samolotu. Oczywiscie wiemy, ze Muzulmanie modla sie piec razy dziennie, natomiast fakt, ze on zazadal tego chwile po ogloszneiu pilota, byla bardzo….niefortunne. Z pewnoscie nie sprawilo to, ze poczulismy sie pewniej. Siedzielismy tak przez nastepne 20 minut, zupelnie nie wiedzac co sie za chwile wydarzy. Bo, jesli ten list to byl tylko glupi zart, to ok, bedziemy miec co opowiadac po powrocie do domu. Jesli natomiast corporate security pomyli sie, i uzna to za zart, a tak naprawde zartem to nie jest? Rozne mysli przechodzily nam przez glowe, lacznie z tym, czy moze nie zrezygnowac z lotu w ostatniej chwili. Nagle w glosnikach cos zaszumialo i uslyszelismy, gdy ktos mowi po…..arabsku. Nastapila kompletna dezorientacja i przerazenie pasazerow. Kolo mnie siedzial pewien starszy pan i po chwili wytlumaczyl nam, ze byla to po prostu informacja dla pasazerow z krajow arabskich, informujaca ich o przyczynach opoznienia. Okazalo sie, ze ten akurat lot jest lotem przesiadkowym przez Londyn dla podrozujacych z Quebecu w strone krajow Bliskiego Wschodu. Air Canada o tym wie, i widzac liste pasazerow zdecydowala sie wydac ogloszenie rowniez w ich jezyku ojczystym. Bardzo nas to uspokoilo, bo jesli byliby na pokladzie samolotu jacys “zartownisie”, to chyba nie chcieliby wysadzac go razem ze swoimi ziomkami.
W kazdym razie nasz sasiad okazal sie przemily, powiedzial nam ze wraca do Dubaju z Montrealu po raz pierwszy od 20 lat, zobaczy swoje rodzenstwo, ich dzieci i wnuki. Byl bardzo wzruszony. Denerwowal sie rowniez, ze nie zdazy na samolot przesiadkowy w Londynie, ze wzgledu na to opoznienie.
Cala historia skonczyla sie dobrze, po jakis 40 minutach oznajmiona nam, ze to byl “tylko” glupi zart, i ze samolot jednak wystartuje. Troche jednak bylam po tym wszystkim w stanie lekkiego szoku i neutralizowalam sie najglupszymi filmami, jakie tylko moglam znalezc – typu “Ghosts of My Girlfriends’ Past” czy “Proposal”. Jeszcze tylko mala buteleczka czerownego wina i udalo mi sie w koncu zasnac…. Obudzilam sie gdy ladowalismy w Londynie i cale zajscie z lotniska w Montrealu majaczylo jak jakis koszmar senny…





W razie czego, moja sprytna żonka pomoże sprowadzić mnie na ziemie prośbą o zmycie naczyń. Zmywanie jest wielkim wyrazem miłości.









