Kanały:
Wpisy
Komentarze

O ile mozna ufać wyszukiwarkom, to jestem ekspertem na skale swiatowa z nudnych przemowien:

http://www.google.co.uk/search?hl=en&rlz=1C1CHMA_en-GBGB334GB334&q=nudne+przemowienia&btnG=Search&meta=&aq=f&oq=

Cos do czego wiekszosc osob by woogle sie nie przyznawalo…

Halloween w Edynburgu

Gosia zoorganizowala niespodzianke na moje urodziny: wyjazd do Edynburga! W życiu nie widziałem miasta na ziemi, które bardziej obchodzi Halloween. Pielęgnują tradycje teatralne. Dzisiejszy post napisze bardziej za pomocą zdjęć z wycieczki.

Z prawej strony, jest dowód na to że Edynburczycy mają na punkcie strojów na Halloween bzika. To jedna z czterech kolejek które widzieliśmy, a ludzie stali praktycznie od popołudnia.

Stroje były przeróżne, ale oscylowały wokół trzech:

kolejka do wynajęcia stroju

1. kobiety jako czarownice

2. kobiety jako upiory

3. meżczyźni jako kobiety

Ostatni z tych punktów to zdaniem naszego dłużej żyjącego w Anglii kolegi Adama, jest zdecydownie kulturowe dla Brytyjczyków-mężczyzn, szczególnie podczas wieczorów kawalerskich. Potwierdza się, że tak jest w Szkocji jak i u nas w Anglii. Wiem że Brytole są troche nieśmiali, ale czy koniecznie ubieranie jako seksbomby pomaga w nawiązywania kontaktów z innymi? Warianty tych strojów damskich były róźne, np widzieliśmy 2 męskie wcielenia Britney Spears.

Drugim odkryciem weekendu to spokój. Pomimo tego, że żyjemy bardzo intensywnie w Londynie, jakoś nigdy nie pomyślalem, że w każdej chwili mogę po prostu przestac, zatrzymać się, i po prostu poobserwować życie wokół mnie. Było to wspaniałe uczucie, chociaż może nie do końca to wynika z mojego wyrazu twarzy. Deszcz padał, dużo pozwiedzaliśmy, a pół godziny obserwowania samochodów obok kawiarni jak podjeżdzały na światło i potem pędziły dalej, pomogło mi uzmysłowić sobie że w każdej chwili mogę ustalać sobie cel tak samo jak ci kierowcy samochodów–co jest fantastycznym uczuciem–ale to mój wybór kiedy i do czego dąże.

A ostatnim odkryciem weekendu, a właściwie właczając piątek, to życzenia urodzinowe które otrzymałem. Chyba w życiu jeszcze nie otrzymałem tak wiele życzeń na raz–z serca, z pomysłowością, i z wyrazem uznania od wielu osób: rodziny, przyciół, znajomych z dawnych lat ze szkoły. Jestem bardzo wdzięczny za pamięć wszystich osób, które tak dobrze mi i nam z Gosią życzą. Chyba co godzinę z 3-5 życzeń dostawałem podczas calego dnia–wiem jestem okropny że sprowadzam to do cyfr, ale wtedy ja to bardziej czuje jako umysł ścisły.

Wspaniałe uczucie za co wszystkim ogromnie dziękuje, za powitanie mnie w momencie gdy wszedłem w wiek Chrystusowy i mam nadzieje pomoże zwalczyć tzw “Messiah complex”. W razie czego, moja sprytna żonka pomoże sprowadzić mnie na ziemie prośbą o zmycie naczyń. Zmywanie jest wielkim wyrazem miłości.

ten znalazek ;) jest swietny…

GREAT Sunday

Dzisiejszy dzien rozpoczal sie malym zamieszaniem. Zaplanowalismy wczesna pobudke – o 6.30, tak zeby moc wyjechac na wycieczke na South Downs Way najpozniej o 8 rano. O 8 rano bowiem, miala na nas czekac Ania na East Croydon. Grzecznie wiec, choc z okropnym bolem, udalo mi sie wstac, po czym w kuchni zorientowalam sie, ze niestety chyba alarm w komorce zaszwankowal – jest 7.30 a nie 6.30!!!!!! Poziom adrenaliny od razy skoczyl, pelna mobilizacja, szybkie myju-myju, nerwy (“Ania bedzie na nas czekac!’) po czym okazalo sie, ze zapomnielismy o zmianie czasu……………..Dzisiejszej nocy przestawialismy zegarki do tylu, ale my nie ogladamy TV, a nie sluchalismy akurat radia w sobote i nieco nam ta informacja umknela… To jest naprawde jedno z najprzyjemniejszych uczuc, obudzic sie przez przypadek bardzo wczesnie rano, zeby za chwilke uswiadomic sobie, ze mamy jeszcze troche czasu na sen…

Dzisiejsza niedziela byla naprawde niezwykla. Jest koniec pazdziernika, a pogoda jak z konca sierpnia, cieplo, bezchmurnie. To po pierwsze. Ale przede wszystkim ta niedziele spedzilismy pokonujac 16 km szlaku South Downs Way w Sussex. Rozpoczelismy w Falmer a skonczylismy w Newhaven. Nie dosc, ze widoki zapieraly dech w piersiach, to w koncu udalo sie nam spedzic troche czasu z zapracowana Ania…. Uwielbiam w Londynie to, ze dzieli nas od morza i od klifow tylko godzina drogi samochodem. Na wyciagniecie reki jest poczucie przestrzeni i tylko swist wiatru w uszach.

Konczac liste trzech dobrych rzeczy z dzisiejszego dnia, a wlasciwie sprzed paru dni – mialam okazje w koncu porozmawiac z nasza sasiadka z mieszkania z domu naprzeciwko. Do tej pry jedynie wymienialismy sie zdawkowymi Good Morning i pol-usmiechami. Zagadala mnie w srode, gdy wysiadalam z tramwaju wracajac z zajec. Okazalo sie, ze ma na imie Janet a jej maz to David. Powiedziala, ze wlasnie wraca z targu ksiazek z Guildford, wiec od razu ja polubilam:-) Nie obylo sie bez tradycyjnego: do you mind if I ask – you are Polish, aren’t you? ale na takie pytania juz nawet nie zwracam uwagi. W kazdym razie ciesze sie, ze porozmawialysmy przez jakies 10 minut, jako, ze z sasiadami z “kamienicy” naprzeciwko jakos nie mielismy okazji nawiazac bliskiego kontaktu. W przeciwienstwie do naszych niezastapionych sasiadow przez sciane i nad nami – Anity i Tomka oraz Tina….

W niebie chyba nie ma kurzu

Dzis sie znów podjałem napisania pare słow o tym co dobrego się dzis według mnie stało :

1. Byłem dziś na szkoleniu/warsztacie z improwizacji teatralnej. Polega to na tym, że aktorzy wychodzą na scene, nie mając skryptu, i na miejscu wymyślają historie. Często one smiesznei wychodzą. Mocne emocje gwarantowane–napewno dla aktorów, dla widowni jeśli dobrze zrobione to rownież. Polega to na tym, że dzięki takiej pracy, odkrywa się wiecęj na temat ludzi, i co ich motywuje, interesuja, rozsmiesza w sposób zupełnie organiczny, a przy tym jest to fajna zabawa.

Większość uczestników szkolenia byli to zawodowymi aktorami. Tylko pare osób z mniejszym doświadczeniem, tak jak ja–właściwie gier aktorskich to już nie robiłem od dobrych paru lat. Jestem wdzięczy, bo to doświadczenie pokazało mi dokaładnie gdzie jestem obecnie w zakresie mojej kreatywności, słuchania, oraz jak skutecznie odnajduje się gdy jest ryzyko. Ogólnie to że tam poszłem i w miare mi poszło było osiągnięciem, a pewnie za około pół roku będe chyba mógł wystąpić poraz pierwszy w takim przedstawieniu.

2. Dzisiaj również znaleźlismy czas żeby w domu posprzątać–właciwie głównie Gosia bo ja byłem na warsztacie. Chociaż nie przepadam za sprzątaniem, uwielbiam to uczucie jak w całym mieszkaniu jest porządek. Jest to uczucie nie z tej ziemi. W niebie chyba nie ma kurzu.

3. Oglądaliśmy dzis z gosią pare wideo inspiracyjnych mów. Mam za pare dni przygotować mowę inspiracyjną, jako ćwiczenie dla klubu toastmasterów, temat dowolny. Jest to ciekawe doświadczenie, bo zdecydowanie pewne elementy się powatarzają wśród najpopularniejszych wideo na youtube-polecam. Pozatym, warto zobaczyć następujący film:

Szczególnie dobre są miny zespołu podczas jego mowy.

Notatki sobotnie

Ostatnich pare dni obfitowalo w dobre rzeczy, ktore nam sie przydarzyly.

Po pierwsze dowiedzialam sie, ze znowu jest mozliwosc lotow do Warszawy z Gatwick!!!! Nie dosc, ze mieszkamy po drodze na to lotnisko, na dodatek loty sa na razie baaaardzoo tanie! Bez zbednego zastanawiania sie kupilismy bilety na pierwszy weekend grudnia, zeby spedzic choc trzy dni z moja Rodzinka, jako ze w tym roku po raz pierwszy zostajemy na Swieta w Londynie. Koniec z wymowkami moje Drogie Anie ! Teraz juz nic nie stoi na przeszkodzie, zeby nas w koncu odwiedzic (po 3.5 latach….):-)))

Po drugie, w czwartek odbyly sie niesamowite warsztaty z Goracych Pytan: Hot Questions – Are You Cool Enough to answer? Bylo wspaniale, energetycznie, smiesznie, glosno, ciasno, po prostu SUPER!!!! Jeden z uczestnikow przyznal, ze bral juz udzial w wielu podobnych szkoleniach, ale to bylo najbardziej intensywne, w najwiekszym stopniu zmuszaly do ciaglego wysilku mozgu, ciaglej analizy. Moim zdaniem, dzieki swietnej i po prostu bajecznie prostej idei, to szkolenie pozwala zobaczyc swoje postepy w szybkich odpowiedziach na gorace pytania, doslownie w ciagu 2 godzin. To jest po prostu niezwykle, moc obserwowac taki szybki postep u siebie i u innych.

Na zakonczenie, dzis zobaczylam niezwykle szczere wyznanie. Randy Pausch byl profesorem na uniwersytecie Carnegie-Mellon w Pittsburghu, gdy w 2006 zostal zdiagnozowany u niego rak trzustki. Jest to jeden z nowotworow, przy ktorym szanse na przezycie sa najmniejsze, wlasciwie minimalne. Dowiedziawszy sie o tym, ze czeka go jeszcze tylko pare miesiecy zycia postanowil przekonac innych, ze warto isc za marzeniami z dziecinstwa.  Warto jest zyc na full, nie bac sie porazki i probowac ciagle od nowa. Wlasciwie w przededniu smierci, mowi o tym jak wspaniale jest zycie.  Jego slowa nie dosc, ze stuprocentowo autentyczne i szczere, bo on raczej nie musi juz niczego udawac, ale na dodatek pelne energii, humoru i inspiracji.  Life is beautiful!!!!!!!

Trzy rzeczy – Dzien Drugi

W poprzednim poscie pisalam, jaki efekt ma zapisywanie trzech pozytywnych zdarzen z minionego dnia na postrzeganie przeszlosci. Ale, o dziwo, ma tez wplyw na przyszlosc, trzeba sie troche postarac w ciagu dnia, zeby wieczorem bylo o czym pisac… Moznaby powiedziec na to, ze to nie o co nam przydarza sie zmienia, tylko to jak na to patrzymy…

1. Szef mnie dzis pochwalil za bardzo dobre rozwiazanie problemu jaki mielismy dzis z systemem. Jestem nowa w roli Superuser i sprawilo mi to przyjemnosc. Przez ostatnie pare miesiecy czuje taka organiczna niechec do tego co robie w pracy…. A taka pochwala naprawde potrafi dodac nieco energii i checi, zeby sie postarac.

2. w Londynie panuje od 1.5 miesiaca cudowna Indian Summer. Jest w miare cieplo jak na druga polowe pazdziernika, popoludniami robi sie slonecznie. Az trudno uwierzyc, ze to Kraina Deszczowcow.

3. Czytam fascynujaca ksiazke o historii Medyceuszow i Rensansie wloskim (Paul Strathern, The Medici). Ten okres mnie zawsze bardzo intrygowal, pamietam gdy jeszcze w podstawowce z wypiekami czytalam biografie Michelangelo – Udreka i Ekstaza autorstwa Irving Stone. W nastepnym roku – kierunek Florencja… To moze byc jednak najwczesniej w kwietniu, jako, ze do konca marca 2010 zostalo mi tylko………..4 dni urlopu, ouch!

Dobre wieści wtorkowe

Czas na to, żeby znów podzielić się dobrymi wieśćmi z wami wszystkimi, z czego się bardzo ciesze. Pisząc te spostrzeżenia, zaczynam coraz bardziej zauważać pozytywne zjawiska oraz zmiany wokól siebie. Nasza uwaga jest jedna z najcenniejszych skarbów które mamy, a tak łatwo ją stracić, szczgólnie w takich czasach, że podwaja się ilość informacji dostępnej nam w ciągu jednego roku…od iluś lat.

  1. Największa wiadomość dnia, to fakt, że znalazłem stary artykuł o moim klubie mówców Polish Your Polish na sieci. Wiedziałem, że gdzieś on istniał, ale w końcu przypadkowo go znalazłem szukając coś zupełnie innego. Już powoli coraz pokaźniej wygląda sekcja o mediach na stronie klubu z czego się ciesze. Wielkie jest szczęście jak się odnajduje coś wartościowego, o czym sie wie, ale nie można znaleść.
  2. Ciesze się, z powodu tego, że znów zaczałem się interesować prasą, a właściwie telewizją. Miałem kaprys, i właczyłem rano telewizje, i oglądałem wiadomości. W ubieglym roku, pomimo zapłaceniu podatku za telewizje o wysokości 144 GBP, oglądaliśmy telewizje dwa razy w ciągu roku–na szczęście sam telewizor był darem od Gosi kolegi z pracy. Przechodząc do sedna sprawy, dzięki warsztatowi który nabyłem jako mówca, patrze na rozmowy telewizyjne (interview) zupełnie inaczej. Niesamowicie się wzbogaciła moja perspektywa. Słuchałem wypowiedź dyrektora Royal Mail, gdzie mają być strajki w czwartek i piątek, i od razu widziałem ileś drobnych usterek które mogłby poprawić podczas swojego wystąpienia. Mogę powiedzieć że świadomość o umiejętnościach i sposobach komunikacji zmienia postrzegania siebie i innych w bardzo pozytywny sposob.
  3. Zrobiłem sobie taką ankiete internetową, która wykazala moje silne i słabe strony jako menedżer. Troche odwagi i szczerości to wymagało, ale wynikło że służą mi kreatywność oraz umiejętności dążenia do celu w roli menedżera, zatem podobno źle się czuje w podejmowaniu decyzji w grupie. Dobrze mieć taki zrównoważony pogląd na sytuację. Dodaje otuchy, a zatem wskazuje nad czym można popracować (i w tym wypadku nawet były konkretne sugestie jak).

Dziś tematyka bardzo Toastmasterska. Ciesze się że moge służyć klubowi Polish Your Polish jako prezydent w tym roku, bo jest to spora okazja do rozwoju osobistego oraz klubowego. Ciesze się że moge tak połączyć przyjemne z pożytecznym, oraz mam okazje żeby ćwiczyć kierowanie moją uwagą.

Moje trzy rzeczy

Dziś pora na mnie – moje trzy rzeczy, które mnie ucieszyly w poniedzialek…

1. Świetny pomysł na spisywanie trzech pozytywnych rzeczy, które się każdego zdarzyly. Szczególnie, gdy humor nie dopisuje, wszystko jest nie tak, takie przypomnienie wydarzeń, za które mogę być wdzięczna działa niesamowicie kojąco…Pozwala spojrzeć nieco na swoje kłopoty z perspektywy. Na razie zaplanowaliśmy ten projekt na tydzień, ze względu na to, ze mamy strasznie dużo rzeczy na głowie, ale może wejdzie nam to w dzienny nawyk, zobaczymy.
2. Wczoraj po pracy wysiadałam na Victorii, żeby przesiąść się do metra i dojechać na zajęcia na Bloomsbury. Przy wejściu do Tube stały dziesiątki zdenerwowanych pasażerów. Okazało się, ze ten kłębiący się tłum stoi tam, jako, ze Victora Line została zawieszona, każdy próbował dowiedzieć się co się dzieje, wejście jest tak wąskie, ze male zakłócenie płynności ruchu ludzi grozi korkiem… Jako, ze było już późno, a moje zajęcia zaczynały się za 15 minut, wsiadłam w jedyny dostępny środek transportu publicznego – autobus, który jechał w stronę Universty of London. To był blad. Autobus utknął w okropnym korku już przy Marble Arch i nie ruszał się, jakby przyklejony do jezdni. Wkurzona już dokumentnie i wyrzekając na Tube, na autobusy i na te tragiczne korki, stwierdziłam, ze szybciej będzie dojść na piechotę. Była 18.30, spacer przez Oxford Street i Totenham Court Road zajął mi 40 minut, ominęła mnie pierwsza część wykładu ale bylo warto!!! Jako, ze pracuje i mieszkamy na obrzeżach Londynu, rzadko przydarza mi się okazja spaceru po centrum miasta w ciągu tygodnia. I pomimo, ze spacer był cudowny, to jednak pozwolił mi docenić to, ze mieszkamy w takim miejscu gdzie wieczorem widać gwiazdy a nie mrugające neony, po wyjściu z tramwaju przy Lloyd Park powietrze uderza świeżością i pachnie lasem, jest cicho, nie ma tych dzikich tłumów… Nasze kochane South Croydon!!!!
3. Mama wczoraj mi powiedziała, ze jednym z pierwszych slow, które uzywa moj genialny siostrzeniec, jest oprocz – Tramwaj, Kamien i Czesc! – GOSIA!!!!!

3 rzeczy z poniedzialku

Idąc dalej pierwotnym torem myślowym, przekazuje czytelnikom znów 3 spostrzeżenia optymistyczne z życia. Chcę sie podzielić z wami wszystkimi moim entuzjazmem. Jest on powielany, dzięki temu, że się nim dziele.

  1. Dzis stwierdziłem, że w sumie to mam dobrą pracę. Prauje w sektorze który mi się podoba. Mam jakies wyzwania które spokojnie moge pokonywać, jeśli nie sam, to razem z kolegami i z koleżankami z pracy. Jest pozytywna atmosfera. Pozatym, dzięki względnie pewniej pracy mam dużo czasu do mojej dyspozycji po pracy, który mogę spożytkować jak tylko mi się podoba, a to jest tak naprawde ogromny skarb w formie czasu dla siebie i innych bliskich mi osób.
  2. Byłem dziś na szkoleniu o tym jak prowadzić szkolenie. Było pare ciekawych form, sam przygotowałem grę którą sam do pewnego stopnia zmodyfikowałem i poprowadziłem jako przykład narzędzia dostępnego trenerom. Dzięki szkoleniu, będe mogł zaprogramować i prowadzić szkolenia na dowolny temat, co mnie cieszy, nadal nie wiem do czego mi to potrzebne–podoba mi się.
  3. Mam też wspaniałą chrzestnicę Zosię, która zaś dzisiaj miała urodziny. Wymieniliśmy się mejlami z życzeniami i podziękowaniami. Ciesze się że jest w moim życiu taką życzliwą i kochaną postacią, jaką jest i mam nadzieje że nadal będzie się cieszyła życiem nie zależnie od wyzwań które życie rzuci w jej stronę, tak jak i nam wszystkim. Postawa czyni człowieka. Niestety nasze drogi życiowe nie są może aż tak bliskie jakby mogły być, bo mieszkamy na innych kontynentach, ale ważne dla mnie jest żeby ten kontakt pielęgnować, bo Zosia jest dla mnie wspaniałym motylkiem.

Starsze wpisy »