Witamy Was z goracej wyspy!
Szkoda nam ze nie moglismy, pomimo wszelkich staran zeby bylo inaczej, spedzic z wami wiecej czasu przed i po slubie i weselu. Bylo na bardzo milo ze przybyliscie wszyscy i za wszystkie wspaniale prezenty oferowane ze szczerego serca. Dojechalismy do Dominikany z nieoczekiwanym bocznym torem, bo podczas lotu do nowego jorku domyslelismy sie ze nie mamy hotelu na cala noc, wiec fajnie byloby spedzic te noc w miescie “ktore nigdy nie spi”. Dla Gosi byl to pierwszy pobyt w USA, i cieszylismy sie ze zalatwila wize do USA pomimo tego ze nie byl ona konieczna.
Zwiedzilismy razem Times Square i Greenwich Village. Gosia byla troche oniesmielona skala wszystkiego, zreszta sam sie czulem troche niepewnie jak jechalismy z lotniska–wszystko takie industrialne, wielkie autostrady, budynki, maszyny. Na times square byly wielkie ekrany z reklamami, wstapilismy o 1200 wieczorem po kosmetyki ktore Gosi zabraly sluzby ochronne na lotniskach (oczywiscie jak to w NYC wszystko otwarte o tej porze), potem w Village trafilismy do lokalu studenckiego pt. Fat Cat, gdzie gral zespol standardy jazzowe dopoki muzycy sie nie pobili. Mysmy sie rozsiedli na wspanialych kanapach, no moze troche polozyli, i pilismy sobie kawke do 3 nad ranem. Duzo bardziej sie podobal gosi klimat tej czesci Manhattanu. Moze kiedys znow tam wrocimy, ale wpierw do Filadelfii i Kanady, jezeli juz sie wyrwiemy na Nowy Swiat.
Po wielkiej labie i dospaniu (mniej wiecej 20 godzin z przerwa na kolacja), dzis wstalismy by zwiedzac Zona Colonial, starowka Santo Domingo, ktora byla pierwsza udana proba Europejczykow by pokonac Ameryke. Jest tu iles historii zwiazanej z Kolumbem, jego potomkami, oraz z conquistadorami. Tylko podziwiac ich odwage by odkrywac i pokonywac takie nowe tereny–tak jakby dzis na Marsie probowac sie osiedlic. Pogoda w miare dopisuje. Jest faktycznie cieplo, troche duszno. Rano bylo blekitne niebo, wczoraj i dzis popoludniu sie zachmurzylo, i takim oczyszczajacym deszczykiem odswierzylo wysepke.









