Posted by: gonia25 | czerwiec 25, 2007

Hever Castle w Kent

witam,

w koncu znalezlismy czas, zeby uporzadkowac nasz blog, ktory powstal juz dobre 2 miesiace temu. az wstyd, ze przez ten caly czas wisialy na nim jedynie jakies juz kompletnie odlegle wpisy z wakacji z dominikany. zdazylismy juz zapomniec, ze jeszcze calkiem niedawno plawilismy sie w upalnym sloncu karaibow. tymczasem w czerwcu w londynie pogoda iscie jesienna - hula wiatr, wciaz kropi deszcz i slonca ani rusz. ta fala zimna, ktora nie puszcza wysp - powoli przechodzi na kontynent….

w kazdym razie, juz powoli sie przyzwyczailismy do tych mglisto-zimnych klimatow i nie zrazeni nimi wyruszylismy z Renia i Lukaszem w niedzielny poranek na podboj zamku w Hever, 40 minut od londynu, w Kent (czyli jednego z regionow <county> w UK, mozna to chyba porownac do wojewodztwa?)

tylko 40 minut a wrazenie innego swiata. CICHO (sic!) nie slychac ani samochodow, ani samolotow, prawie w ogole nie bylo ludzi na ulicach. i te widoki… wszedzie bujna zielonosc, w najprzerozniejszych odcieniach - od lekko zoltego do prawie czarnego. poza tym to co chyba najbardziej bylo urzekajace - to przesliczne domki, gdzieniegdzie wychylajace sie zza wysokich zywoplotow. Dopiero gdy sie wybierze za londyn czuje sie jak niesamowicie gesto jest on zaludniony, glowa przy glowie, ramie przy ramieniu non-stop - w sklepie, metrze, pociagu, na ulicy, wystawie, kinie… nawet w mieszkaniu ma sie ciagle poczucie zamnkniecia w klatce - wystarczy, ze sie wyjdzie za prog - ludzie, ludzie, ludzie, no i oczywiscie mnostwo ich ‘produktow’ - smieci, halasu, brudu.

a w Kent - naprawde mozna odetchnac i to swiezym powietrzem.

mielismy okazje troche sie poprzygladac tym urokliwym widoczkom idac od stacji do zamku, czyli okolo 30 minut. sam zamek, a wlasciwie zameczek, otoczony jest ogromnymi ogrodami. Zostal wybudowany okolo XIII wieku i nalezal do rodziny Anny Boleyn, czyli drugiej zonki krola Henryka VIII, ktory poprosil swoich kolegow z Tower o jej sciecie, gdy tylko sie odkochal a na dodatek obdarzyla go corka (Elzbieta I) zamiast wymarzonym potomkiem plci meskiej…

to chyba bylo najgorsze przeklenstwo byc ulubienica krola, czy zgodzic sie czy odrzucic - wyrok smierci a w najleprzym przypadku - przeprowadzka do Tower.

ok, to jesli chodzi o historie to ja moglabym dlugo:)) ale nie bede sie juz rozwodzic. powiem tylko, ze zamek byl przesliczny, nalezal przez bardzo dlugi okres do rodziny Waldorf-Astor (slynna rodzina milonerow, wlascicieli hoteli Waldorf-Astoria), ktora sprzedala go dopiero w latach 80 XX wieku. John Jacob Astor zginal na Titanicu, przezyla katastrofe jego ciezarna zona, ktora urodzila syna, juz po smierci meza. Obecnie posiadlosc wraz z zamkiem nalezy do firmy, ktora czerpie zysk z tlumow turystow, glownie londynczykow.

idziemy spac, trzeba sie w koncu wyspac :) ani w sobote ani w niedziele sie nie udalo. w sobote spotkanie w boathouse wczesnym rankiem o 12.00:)) a w niedziele wyprawa do hever. poza tym w piatek bylismy na balu w ambasadzie polskiej, ktory byl najgorszym targowiskiem nuworyszostwa i snobizmu, jakiemu bylo dane nam bylo ostatnio byc swiadkiem. troszke zmarnowany wieczor, szczegolnie, ze mielismy alternatywe w postaci imprezy w tao (polish professionals), a wybralismy jednak portland place…

dobranoc,

gosia

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie