dzis bylysmy z Mama w palacu w Hampton Court. Juz kiedys byslimy tam razem z Lukaszem, ale tylko w ogrodach. tym razem udalo nam sie obejrzec gigantyczne wnetrza palacowe. wspaniale, szczegolnie dla takiego history freak jak ja;)) ale trzeba przyznac, ze poczatkowy zamysl byl nieco inny. otoz od dluzszego czasu myslalam, ze Mame jako zapalonego ogrodnika bardzo zainteresuje coroczny Hampton Court Flower Show. narobilam wiec jej wielkiego smaczka. niestety, gdy juz tam dojechalysmy i chcialysmy kupic bilety - okazalo sie, ze Flower Show zakonczyl sie wczoraj:))) nic to, spedzilysmy wspaniale 3 godziny w palacu, gdzie skrzyzowaly sie losy wszystkich angielskich dynastii panujacych od XVI wieku az do czasow wsploczesnych. zdjecia z tego miejsca, jak i z pozostalych, ktore Mama po raz pierwszy zobaczyla w Londynie - na mojej stronie flickr.
Mamie Londyn sie raczej podoba, choc chyba tuz po przyjezdzie miala pare watpliwosci - jako, ze prawie prosto z lotniska zaciagnelam ja do pralni, pozniej do sainsbury’s pozniej znow do pralni, suszarni, brrr. no coz, to rowniez mogloby miec pewne walory poznawcze, ale chyba trudno je docenic tuz po podrozy
poza tym clapham north, gdzie mieszkamy, to nie jest raczej szczyt wyrafinowanej architektury….choc oczywiscie jego wielbiciele i mieszkancy odnajduja w nim wiele uroku. Mama przyznala mi sie wiec, po pierwszych paru godzinach spedzonych w londynie, ze jest nieco rozczarowana… ale cale szczescie zmienila zdanie juz pod wieczor, gdy pojechalismy do city i na spacer na southbank. mysle, ze zmianie nastawienia sprzyjala rowniez godzinka spedzona w sposob iscie brytyjski - w pubie nad pysznym piwem:))
po 1.5 roku spedzonym w londynie bardzo odswiezajace sa wrazenia osoby, ktora jest tu po raz pierwszy. Mama zauwaza mnostwo rzeczy, na ktore jakos wczesniej nie zwrocilam uwagi, lub w ciaglym biegu - jakos przeoczylam. na przyklad - to, ze dominujacym elementem architektury w londynie jest piaskowiec laczony z cegla. i rzeczywiscie - wiekszosc budowli posiada to polaczenie (wsrod nich takie znane jak: victoria&albert, hampton court, itp). inna rzecza, ktora widze dopiero teraz - swoboda (szczegolnie w porownaniu do zycia spolecznego w polsce) dotyczaca sposobu zachowania, ubioru, wyrazu twarzy, itp. co prawda zdawalam sobie z tego sprawe rowniez wczesniej, ale na pewno ciekawe jest to, ze Mama postrzega to jako bardzo pozytywna odmiane po przyjezdzie z Polski.
a tak w ogole to widzialysmy wczoraj w hyde parku cos komicznego. lezymy sobie grzecznie na lezaczkach rozkoszujac sie ta krotka chwilka slonecznej pogody, gdy nagle w oddali uslyszalysmy szybko przyblizajaca sie policyjna syrene alarmowa. owtorzylysmy oczy i ukazal nam sie widok dwoch policjantow gnajacych w te pedy…… na rowerach! na sygnale! wygladalo to naprawde smiesznie, i bardzo zaluje, ze nie zdazylam zrobic zdjecia.









