W niedziele dopelnilismy obywatelskiego obowiazku i wybralisimy sie zaglosowac w pobliskim Klubie Orla Bialego w Balham.
Popoludnie spedzilismy w Wimbledon Common, choc co prawda pierwotnym planem byl wyjazd do Rochmond Park, jako, ze bylismy tam juz 2 razy i za kazda wizyta konczylo sie na krotkim spacerze, bo albo padal deszcz, albo bylo za goraco… Tym razem przeszkodzily nam pociagi, engineering work od Clapham Junction do Barnes, w zwiazku z czym wyladowalismy w starych katach. Troche bylam rozczarowana, ale spacer, pomimo, ze znamy ten las bardzo dobrze, wspaniale nas odswiezyl i natlenil. Troche mam dosyc miasta po mieszkaniu w clapham north i siedzeniu w biurze, tepo patrzac sie w komputer 5 dni w tygoniu.

ale wracajac do wyborow - wracajac z Wimbledon, zahaczylismy o Balham i tam spotkala nas niespodzianka w postaci KOLEJKI do glosowania. stalismy dobre 40 minut, jesli nie wiecej ale to i tak nic, w porownaniu z tym co podobno dzialo sie przed POSK i ambasada - niektorzy w obywatelskim przyplywie obowiazku odstali swoje 3 godzinki…

ciekawe bylo zarzadzanie tym tlumem. Wszyscy byli podzieleni na 5 kolejek w zaleznosci od piewrzej litery nazwiska. Mieli sie orientowac wedle karteczek A4, opisanych flamastrem i przyczepionych do framugi drzwi. Troszke to wygladalo malo profesjonalnie…
do tego w wejsciu stala pewna pani, ktora co 5 minut wywolywala np: ‘8 osob od A do H’, albo ‘3 osoby od P do R’. okazalo, sie gdy weszlismy, ze wynika to z tego, ze jest 5 stolikow z listami osob wedle tego podzialu, miejsca byl malo, i tak to wygladalo. pewnie tez nie zabardzo sie spodziewali takiej frekwencji wsrod zarejestrowanych. no ale rzady braci k. zmobilizwaly wszystkich - niezaleznie od wieku, wyksztalcenia…

pozniej wrocilismy do Bielego Orla na wieczor wyborczy, to bylo tuz przed zamknieciem lokalu wyborczego i sie dzialo… ze znajomymi obserwowalismy pokrzykiwania, pretensje, wystepy samozwanczego lokalnego showmana na schodach, itp Czulam sie jak w Kraju-Raju:)) Gdy weszlismy do srodka liczac na to, za chwilke emocje zostana rozladowane, i dowiemy sie czy Nasi
wygrali, okazalo sie, ze nie mozemy ogladac TVP ani zadnej innej relacji z wieczoru wyborczego, bo glosowanie jeszcze trwa. i wlasciwie dobrze sie zlozylo, w zwiazku z wszytskim znana afera z brakiem kart do glosowania na ursynowie. wiec przy piwku oczekiwalismy na magiczna 21.55, w miedzyczasie byla wymiana smsow z Gonia ogladajaca wieczor w Warszawie w domku i Ania, ktora byla na powyborczym party na Chlodnej 25. Nieoficjalne przecieki z OBOPu od Ani z 18 bardzo byly zreszta zblizone do ostatecznych wyniko: PO 44.6, PIS 30.4, LID 12.3, PSL 8
no i w koncu, w koncu, pokazali upragnione slupki!!! wszyscy cieszyli sie jak szaleni!!! Wrzask byl nieopisany na sali, pomimo, ze zostala nas juz tylko garstka! takie poczucie ulgi i wiary w to, ze Polacy zaczeli w koncu wierzyc w to o co walczyli w ‘81 i ‘89…o mozliwosc wyboru. I ze spoleczenstwo staje sie coraz bardziej swiatle i obyte nie chce sobie dalej wciskac kitu ani dawac sie soba manipulowac.
Gdy Tusk zaintonowal hymn, cala sala (okolo 40 osob) spontanicznie wstala i jednym glosem go odspiewala. jeszcze tylko posluchalismy co maja do powiedzenia JK i AK, ale nie bylo niespodzianek - JK jak zwykle dzieli i mowi w kategoriach konfliktu, uzywajac agresywnych sformulowan, nie zwiazanych z tematem atakow. Wszystko to juz bylo Mr PM, nuda… AK - nasz zlotousty - oglednie przyznal sie do rozczarowania wynikami i wzial odpowiedzialnosc za to. Nie bylo to takie zle.









