Pare statystyk:
W Stanach Zjednoczonych – okolo 50% malzenstw zawieranych konczy sie rozwodem.
W Wielkiej Brytanii – dane z 2005 roku mowia, ze ilosc zawieranych malzenstw osiagnela poziom najnizszy od ….1896 roku!
Od 1995 do 2005 roku o okolo dziesiec procent spadl procent mezczyzn i kobiet wchodzacych w tak ryzykowny jak sie okazuje biznes jakim jest malzenstwo.
W swietle tych niezachecajacych danych mozna sie zastanawiac – w jakim celu ludzie zawieraja malzenstwa, skoro statystki wyraznie zaprzeczaja sensowi zawiazywania wezlow? Czyzby nie czytali raportow brytyjskiego urzedu statystycznego?
Trudno mi sie wypowiadac za wszystkich malzonkow i narzeczonych.
Jak ktos powiedzial: sluby – sa wszystkie podobne, za to malzenstwa – kazde inne.
Moge wypowiadac sie jedynie w moim wlasnym imieniu (jako swiezo upieczonej a wlasciwie to do roku podpiekanej mezatki) oraz opowiedziec o doswiadczeniach osob mi bliskich.
No wlasnie, dokladnie 21/04. czyli dwa dni temu minal rok od momentu kiedy wydusilam z siebie „…. i ze cie nie opuszcze az do smierci”, bo ze wzruszenia glos zamarl mi w gardle, tchu zabraklo a w oczach pojawily sie lzy. Pozniej swiadkowa pomagala mi zrekonstruowac ten piekny makijaz, ktory wizazystce zabral pol godziny, zeby go wykonac, natomiast mi – okolo 5 minut, zeby go zmyc placzem.
Pomimo, ze chwila byla wyjatkowa, i naprawde niezapomniana, malzenstwo kojarzy mi sie z czyms zupelnie innym.
Bill Cosby powiedzial kiedys, ze zycie dwojga ludzi z dnia na dzien razem jest niezaprzeczalnie cudem, ktory zostal przeoczony przez Watykan. Oj tak…!
Po pierwsze – jak pogodzic przyzwyczajenia wyniesione z calowicie roznych domow?
Moj dom – konserwatywny, Rodzice przywiazani do miejsca i do ustalonego porzadku (35 lat pracy w tym samym instytucie, wyjazdy wakacyjne w to samo ulubione miejsce nad morzem, do tego samego osrodka wakacyjnego).
Dom meza – rodzice nomadowie, parenascie lat w Stanach, pozniej po pare lat w roznych miejscach na wielu kontyntach. Nigdy nie jestem do konca pewna gdzie sa gdy rozmawiamy z nimi na skypie.
Zderzenie kulturowe o sile bomby atomowej!
Wydaje mi sie, ze wlasnie te roznice sa czyms co sprawia, ze nasza relacja sie rozwija. Przyklad najbardziej ewidentny: dzieki mezowi dostrzeglam pozytywne strony w kraju w ktorym sie wychowal, pomimo moich wczesniejszych bardzo negatywnych opinii. I nie mowie tutaj o Nowym Jorku, ktory jest inny od calej reszty kraju.
Zobaczylam Stany Zjednoczone przez pryzmat jego wlasnych doswiadczen, sukcesow i porazek. Nigdy wczesniej nie spodziewalabym sie, ze bede chciala wrocic do Philadelphii i przyjechac do Stanow Zjednoczonych na wakacje.
Codzinne zycie razem, to rowniez ustalanie finansow. To jest kolejny i to bardzo twardy orzech do zgryzienia. Bo jak pogodzic nawyki dwojki osob, do tej pory niezaleznych finansowo? Odkad zaczelam pracowac, nie musialam nikomu mowic o swoich wydatkach, pojsciach do kosmetyczki, cichych wypadach do muzeum Whitgift (alternatywna nazwa duzego centrum handlowego w Croydon) a teraz – budzet, wspolne konta, karty kredytowe…
Poczatkowo bylo to dla mnie bolesne, ale po pewnym czasie zrozumialam, jak duze znaczenie dla komfortu zycia ma umiejetnosc wspolnego planowania, zakladania ram czasowych dla naszych teraz juz WSPOLNYCH projektow.
To bylo cos co kiedys bylo dla mnie niepotrzebna strata czasu a obecnie jestem w stanie zobaczyc swoje zycie nie tylko w perspektywie srednio-, ale rowniez dlugoterminowej.
Zycie razem – to poznawanie drugiej osoby, ale przede wszystkim poletko doswiadczalne do poznania samego siebie, w przyspieszonym tempie… To rzadka mozliwsoc spojrzenia na siebie z punktu widzenia drugiej osoby – krytycznej czasem, ale bardzo zyczliwej. Niestety czasem wiedza na swoj temat, ktora sie wynosi ze wspolnych przezyc – nie jest zbyt przyjemna.
Tak to bylo w moim przypadku – gdy uswiadomilam sobie, ze trace kontrole nad moja zloscia jesli cos jest nie po mojej mysli i w afekcie mowie czasem rzeczy, ktore kogos moga bardzo zranic. To bylo trudne do przyjecia, a jeszcze trudniejsze do opanowania.
Ale to wlasnie wtedy, gdy trzeba pracowac nad tymi trudnymi do zaakceptowania czesciami wlasnej osobowosci, wtedy nastepuje najwiekszy rozwoj. Szczegolnie, ze teraz jestesmy jednoscia, wiec nasze poszczegolne slabosci mozemy pokonywac razem.









