Posted by: gonia25 | lipiec 9, 2007

Hampton Court i inne

dzis bylysmy z Mama w palacu w Hampton Court. Juz kiedys byslimy tam razem z Lukaszem, ale tylko w ogrodach. tym razem udalo nam sie obejrzec gigantyczne wnetrza palacowe. wspaniale, szczegolnie dla takiego history freak jak ja;)) ale trzeba przyznac, ze poczatkowy zamysl byl nieco inny. otoz od dluzszego czasu myslalam, ze Mame jako zapalonego ogrodnika bardzo zainteresuje coroczny Hampton Court Flower Show. narobilam wiec jej wielkiego smaczka. niestety, gdy juz tam dojechalysmy i chcialysmy kupic bilety - okazalo sie, ze Flower Show zakonczyl sie wczoraj:))) nic to, spedzilysmy wspaniale 3 godziny w palacu, gdzie skrzyzowaly sie losy wszystkich angielskich dynastii panujacych od XVI wieku az do czasow wsploczesnych. zdjecia z tego miejsca, jak i z pozostalych, ktore Mama po raz pierwszy zobaczyla w Londynie - na mojej stronie flickr.

Mamie Londyn sie raczej podoba, choc chyba tuz po przyjezdzie miala pare watpliwosci - jako, ze prawie prosto z lotniska zaciagnelam ja do pralni, pozniej do sainsbury’s pozniej znow do pralni, suszarni, brrr. no coz, to rowniez mogloby miec pewne walory poznawcze, ale chyba trudno je docenic tuz po podrozy :) poza tym clapham north, gdzie mieszkamy, to nie jest raczej szczyt wyrafinowanej architektury….choc oczywiscie jego wielbiciele i mieszkancy odnajduja w nim wiele uroku.  Mama przyznala mi sie wiec, po pierwszych paru godzinach spedzonych w londynie, ze jest nieco rozczarowana… ale cale szczescie zmienila zdanie juz pod wieczor, gdy pojechalismy do city i na spacer na southbank. mysle, ze zmianie nastawienia sprzyjala rowniez godzinka spedzona w sposob iscie brytyjski - w pubie nad pysznym piwem:))

po 1.5 roku spedzonym w londynie bardzo odswiezajace sa wrazenia osoby, ktora jest tu po raz pierwszy. Mama zauwaza mnostwo rzeczy, na ktore jakos wczesniej nie zwrocilam uwagi, lub w ciaglym biegu - jakos przeoczylam. na przyklad - to, ze dominujacym elementem architektury w londynie jest piaskowiec laczony z cegla. i rzeczywiscie - wiekszosc budowli posiada to polaczenie (wsrod nich takie znane jak: victoria&albert, hampton court, itp). inna rzecza, ktora widze dopiero teraz - swoboda (szczegolnie w porownaniu do zycia spolecznego w polsce) dotyczaca sposobu zachowania, ubioru, wyrazu twarzy, itp. co prawda zdawalam sobie z tego sprawe rowniez wczesniej, ale na pewno ciekawe jest to, ze Mama postrzega to jako bardzo pozytywna odmiane po przyjezdzie z Polski.

a tak w ogole to widzialysmy wczoraj w hyde parku cos komicznego. lezymy sobie grzecznie na lezaczkach rozkoszujac sie ta krotka chwilka slonecznej pogody, gdy nagle w oddali uslyszalysmy szybko przyblizajaca sie policyjna syrene alarmowa. owtorzylysmy oczy i ukazal nam sie widok dwoch policjantow gnajacych w te pedy…… na rowerach! na sygnale! wygladalo to naprawde smiesznie, i bardzo zaluje, ze nie zdazylam zrobic zdjecia.

Posted by: lucas29 | lipiec 8, 2007

wyscigi na gokarty

Chcialem sie pochwalic ze w naszym firmowym wyjezdzie na gokarty, wygralem 1sze miejsce w zawodach. Wyjechalismy poza londyn, na godzine jazdy po torach wyscigowych. Troche padal deszcz tuz przed naszym przyjazdem, wiec bylo slisko, szczegolnie na poczatku. Zgodnie z moja fama, zdazylem zniszczyc samochod, tym razem z powodu takiego ze za bardzo trzymalem gaz do dechy. Pomimo wody na torze zapalil sie samochod, i musialem od razu zjechac. Kolega kontynuowal, i nasza dwojka wygrala wyscig. Wiecej zdjec na gosi stronie flickr’a.

Posted by: lucas29 | czerwiec 26, 2007

Blog i/lub zdjecia na mejla

Jezeli ktos chcialby automatycznie otrzymywac mejlem informacje ze jest nowy post na naszym blogu lub ze wlozylismy nowe zdjecia na flickr’a to prosimy o kontakt na nasze mejle prywatne. Chcemy korzystac z uslug Feedblitz zeby informowac. Raz dziennie bedzie to sprawdzalo i wysylalo informacje jezeli sa jakies nowe informacje.

Posted by: lucas29 | czerwiec 26, 2007

prasowka o UK

Posted by: lucas29 | czerwiec 26, 2007

square root, czyli kwadratowy burak

z artykulu http://www.timesonline.co.uk/tol/news/world/europe/article1969332.ece

The Polish Prime Minister said the voting system hurt his country because of its war losses: “If Poland had not had to live through the years of 1939-45, Poland would today be looking at the demographics of a country of 66 million.” Its population is 38 million.

To jest uzasadnienie dlaczego Unia powinna wprowadzic system glosow opartych o square root populacji panstwa czlokowskiego. Wstyd mi ze premier ktorego zadanie jest reprezentowanie polski uzywa wyrzuty i argumenty emocjonalne na pole miedzynarodowym. Potem polska sie dziwi ze nie sa traktowani powaznie, jako partnerzy do rozmow.

Posted by: gonia25 | czerwiec 25, 2007

Hever Castle w Kent

witam,

w koncu znalezlismy czas, zeby uporzadkowac nasz blog, ktory powstal juz dobre 2 miesiace temu. az wstyd, ze przez ten caly czas wisialy na nim jedynie jakies juz kompletnie odlegle wpisy z wakacji z dominikany. zdazylismy juz zapomniec, ze jeszcze calkiem niedawno plawilismy sie w upalnym sloncu karaibow. tymczasem w czerwcu w londynie pogoda iscie jesienna - hula wiatr, wciaz kropi deszcz i slonca ani rusz. ta fala zimna, ktora nie puszcza wysp - powoli przechodzi na kontynent….

w kazdym razie, juz powoli sie przyzwyczailismy do tych mglisto-zimnych klimatow i nie zrazeni nimi wyruszylismy z Renia i Lukaszem w niedzielny poranek na podboj zamku w Hever, 40 minut od londynu, w Kent (czyli jednego z regionow <county> w UK, mozna to chyba porownac do wojewodztwa?)

tylko 40 minut a wrazenie innego swiata. CICHO (sic!) nie slychac ani samochodow, ani samolotow, prawie w ogole nie bylo ludzi na ulicach. i te widoki… wszedzie bujna zielonosc, w najprzerozniejszych odcieniach - od lekko zoltego do prawie czarnego. poza tym to co chyba najbardziej bylo urzekajace - to przesliczne domki, gdzieniegdzie wychylajace sie zza wysokich zywoplotow. Dopiero gdy sie wybierze za londyn czuje sie jak niesamowicie gesto jest on zaludniony, glowa przy glowie, ramie przy ramieniu non-stop - w sklepie, metrze, pociagu, na ulicy, wystawie, kinie… nawet w mieszkaniu ma sie ciagle poczucie zamnkniecia w klatce - wystarczy, ze sie wyjdzie za prog - ludzie, ludzie, ludzie, no i oczywiscie mnostwo ich ‘produktow’ - smieci, halasu, brudu.

a w Kent - naprawde mozna odetchnac i to swiezym powietrzem.

mielismy okazje troche sie poprzygladac tym urokliwym widoczkom idac od stacji do zamku, czyli okolo 30 minut. sam zamek, a wlasciwie zameczek, otoczony jest ogromnymi ogrodami. Zostal wybudowany okolo XIII wieku i nalezal do rodziny Anny Boleyn, czyli drugiej zonki krola Henryka VIII, ktory poprosil swoich kolegow z Tower o jej sciecie, gdy tylko sie odkochal a na dodatek obdarzyla go corka (Elzbieta I) zamiast wymarzonym potomkiem plci meskiej…

to chyba bylo najgorsze przeklenstwo byc ulubienica krola, czy zgodzic sie czy odrzucic - wyrok smierci a w najleprzym przypadku - przeprowadzka do Tower.

ok, to jesli chodzi o historie to ja moglabym dlugo:)) ale nie bede sie juz rozwodzic. powiem tylko, ze zamek byl przesliczny, nalezal przez bardzo dlugi okres do rodziny Waldorf-Astor (slynna rodzina milonerow, wlascicieli hoteli Waldorf-Astoria), ktora sprzedala go dopiero w latach 80 XX wieku. John Jacob Astor zginal na Titanicu, przezyla katastrofe jego ciezarna zona, ktora urodzila syna, juz po smierci meza. Obecnie posiadlosc wraz z zamkiem nalezy do firmy, ktora czerpie zysk z tlumow turystow, glownie londynczykow.

idziemy spac, trzeba sie w koncu wyspac :) ani w sobote ani w niedziele sie nie udalo. w sobote spotkanie w boathouse wczesnym rankiem o 12.00:)) a w niedziele wyprawa do hever. poza tym w piatek bylismy na balu w ambasadzie polskiej, ktory byl najgorszym targowiskiem nuworyszostwa i snobizmu, jakiemu bylo dane nam bylo ostatnio byc swiadkiem. troszke zmarnowany wieczor, szczegolnie, ze mielismy alternatywe w postaci imprezy w tao (polish professionals), a wybralismy jednak portland place…

dobranoc,

gosia

Posted by: lucas29 | czerwiec 23, 2007

Zdjecia ze slubu i wesela

Chcialem przekazac i opisac dostep do zdjec ze slubu i wesela. Sa to zdjecia robione przez naszego fotografa. Chetnie polecimy i przekazemy namiary, ale ogolnie jestesmy bardzo zadowoleni, i wydaje mi sie ze zdjecia mowia same za siebie. Sa one dostepne pod adresem:

http://www.flickr.com/photos/malgosia25/collections/72157600331639420/

Mozna sobie samemu sciagnac na dysk i zaniesc by wydrukowac sobie. Najepiej chyba zeby pokazac obrazkami. Przy pierwszym zdjeciu wybiera sie zbior ktory chce sie ogladac…

glowna strona

Pozniej sie klikuje na konkretne zdjecie:

screenhunter_04-jun-13-1745.gif

Potem wybiera sie “All Sizes” poniewaz tam sa zdjecia o kazdych rozmiarow, w tym najwieksze:

all sizes

I w koncu mozna kliknac na “Download original size” zeby sciagnac sobie zdjecie oryginalne na komputer.


glowna strona

To zdjecie mozna zabrac do wydruku gdzie drukuja zdjecia cyfrowe.

Posted by: lucas29 | maj 5, 2007

w playa dorada

Jestesmy teraz na polnocy dominikany, w centrum turystycznym playa dorada (zlota plaza). Jest to wypoczynek po amerkansku: wielka skala, iles hotelow i programow typu RCI, w naszym osrodku pelne picie jedzenie, trzy baseny, drinki, glosna muzyka, troche przyrody, pola golfowe, plaza zlota na ktorej malo kto sie kapie. W odroznieniu od Santo Domingo gdzie wszystko bylo wzglednie wysublimowane i ciekawe z punktu widzenia kulturowego i historycznego, playa dorada to jak chyba wszystkie osrodki turystyczne nak karaibach.

W dodatku do unkalnych roslin rodzimych, tez sa rozne zwierzatka ktore turystom przymilaja pobyt. Do okola osrodka chodza i rozlegiwaja sie iles kotkow, na na wolnosci, ale tez ogolnie dobrze traktowane przez turystow i obsluge. Wyglada ze w penym momencie zaczely sie rozmnazac, a jeszcze nic z tym osrodek nie zrobil. Z drugiej strony sa takie male czarne kawki, ktore ciagle kraza wokol jadalni all-inclusive, i wyjada ludziom z taleza jak tylko ktos odejdzie, np. po cos do picia. Nawet byla taka niesamowita scena, ze pan kelner zakryl talerz serwetka biala zeby zniechecic ptaki, a jeden sobie przylecial i pare razy dziobkiem zlapal sie za rog serwtki, ciagnac ja, az odrkyl czesc talerza, i wzial sobie taki trojkacic jajecznicy i odfrunal. Bylismy zaszokowani. Jakos te ekosystemy jeszcze na siebie nie zaczely dzialac, np zeby koty polowaly na kawki, ale ciekawe jak dalej to sie rozwinie w tym osrodku.

Bylismy rowniez na scuba diving dla rozrywki. Ja bylem dwa razy, gosia raz a drugi na snorkeling. Robilismy zdjecia pod woda wiec bedziemy sie nimi niedulgo dzielili, lacznie z naszymi zdjeciami z samej podrozy. Mielismy wspaniala pogode, i pierwszy raz to polynelismy prosto z plazy na glebokosc okolo 50m na rafy, drugi raz wsiedlismy na motorowke by podjechac na takie piekne rafy koralowe gdzie bylo wiele ryb. Bardzo podoba mi sie uczucie ze mozna tak dulgo byc pod woda–czulem sie jak ryba.

Jutro juz zbieramy sie i jedziemy do santo domingo by wracac przez nowy jork do siebie. W nowym jorku beda nas podejmowali Michal i Alusia Gorscy, moi przyjaciele. Nastepny raz to juz chyba w londynie cos napisze.

Posted by: gonia25 | kwiecień 29, 2007

pierwsze wrazenia goni z honeymoon

dojechalismy szczesliwie, po 36h drogi.

wczoraj bylismy tak starszliwie zmeczeni, ze pomimo, iz bylismy w hotelu o 11am - wlasciwie caly dzien spalismy. przez te 36h bylismy po kolei w polsce, w londynie (w naszym mieszkaniu), w nowym jorku i w koncu na dominikanie.

wpierw wrazenia z nowego jorku.

pomiedzy lotem z londynu a lotem do santo domingo bylo 9h roznicy, wiec zamiat siedziec bezczynnie na lotnisku pojchalismy do centrum miasta.

wysiedlismy z metra o 2300 tuz przy times square, czyli miejscu gdzie powierzchnia reklamowa jest najdrozsza na swiecie. to jest to slynne skrzyzowanie/plac gdzie jest mnostwo wiezowcow a na nich az do bardzo wysokich pieter zawieszone sa ekrany z reklamami. mialam poczucie okropnego scisniecia, tloku, strasznego halasu i zawirowania czasowego - pomimo, ze bylo tak pozno wiekszosc sklepow i restauracji byla otwarta w najlepsze. zostawilam moje kosmetyki kolorowe w londynie, ale nie bylo problemu - o 2400 kupilam te najpotrzebniejsze. i nie bylam jedyna klientka :))))

generalnie jest to miejsce do ktorego juz chyba razcej nie chcialabym wracac tak bez potrzeby, zeby zwiedzac. ciesze sie jednak, ze zobczylam. to co widzialam, to najgorsza i skondenswana czesc kultury masowej, brrrrrr.

lukasz mi przytoczyl dobry cytat voltaire, ktory idealnie opisuje moj stosunek do centrum nowego jorku: once a philospher, twice a pervert. oczywiscie, to jest moje wrazenie tylko odnosnie scislego centrum, chcialabym bardzo zobaczyc, jak wygladaja dzielnice mieszkalne.

po tej wycieczce po ruchliwym times square pojechalismy do greenwich village - dzielnicy na manhattanie, skupionej wokol uniwersytetu nowojorskiego. zupelnie inne wrazenia - przytulnie, malowniczo. spedzilismy wieczor w takim studenckim klubie jazzowym. jednak bylismy pod koniec juz tak padnieci, ze ja niewiele pamietam.

teraz troche wrazen z dominikany:

to co mnie zdumiewa na dominikanie to fakt, ze jestem w stanie porozumiec sie po hiszpansku, i to nie na poziomie ´kali miec, ale generalnie rozumiem wiekszosc rzeczy i sama mowie do rzeczy ;)))) to chyba z powodu francuskiego jest mi latwiej. uczylam sie bowiem hiszpanskeifo jedynie 1.5 roku

santo domingo to najstarsza osada cywilizacji europejskiej  w Nowym Swiecie, zwiedzamy dzis przepiekne stare miasto, ktorego budynki powstaly w XVI wieku. malownicze waskie uliczki, kolorowe kamieniczki. wokol nas mnsostwo dominikanczykow, ktorzy maja wysokie mniemanie o naszym bogactwie, bo przez caly czas nam ofiaruja jakies uslugi, za co oczywiscie oczekuja zaplaty. wczoraj na przyklad w supermarkecie bylismy jedynymi bialymi i po prostu bylismy traktowani jak krolewieta. to jest ogromnie krepujace. a z drugiej strny, glupio tak sie wymigiwac od ich uslug, bo dzieki nam moga sobie zarobic.

dzis jednak w koncu sie wkurzylismy i splawilismy takiego przewodnika, strasznie byl namolny, i lazil wciaz za nami cos nam opowiadajac lamana angielszczyzna. wiecej bysmy sie dowiedzieli z przewodnika, wiec mu powiedzielismy grzecznie ale stanowczo, ze chcemy byc sami. nie mogl sie z tym pogodzic, ale w koncu, po wreczeniu 150 pesos zrozumial:)))

miasto jest przepiekne, ludzie bardzo mili i usmiechnieci, wszedzie poruszaja sie wolniutko, niczym sie nie przejmuja…

jutro mamy plan - wylegiwac sie na plazy, mniammm!

Posted by: practicalconcepts | kwiecień 26, 2007

Z Dominikany

Witamy Was z goracej wyspy!

Szkoda nam ze nie moglismy, pomimo wszelkich staran zeby bylo inaczej, spedzic z wami wiecej czasu przed i po slubie i weselu. Bylo na bardzo milo ze przybyliscie wszyscy i za wszystkie wspaniale prezenty oferowane ze szczerego serca. Dojechalismy do Dominikany z nieoczekiwanym bocznym torem, bo podczas lotu do nowego jorku domyslelismy sie ze nie mamy hotelu na cala noc, wiec fajnie byloby spedzic te noc w miescie “ktore nigdy nie spi”. Dla Gosi byl to pierwszy pobyt w USA, i cieszylismy sie ze zalatwila wize do USA pomimo tego ze nie byl ona konieczna.

Zwiedzilismy razem Times Square i Greenwich Village. Gosia byla troche oniesmielona skala wszystkiego, zreszta sam sie czulem troche niepewnie jak jechalismy z lotniska–wszystko takie industrialne, wielkie autostrady, budynki, maszyny. Na times square byly wielkie ekrany z reklamami, wstapilismy o 1200 wieczorem po kosmetyki ktore Gosi zabraly sluzby ochronne na lotniskach (oczywiscie jak to w NYC wszystko otwarte o tej porze), potem w Village trafilismy do lokalu studenckiego pt. Fat Cat, gdzie gral zespol standardy jazzowe dopoki muzycy sie nie pobili. Mysmy sie rozsiedli na wspanialych kanapach, no moze troche polozyli, i pilismy sobie kawke do 3 nad ranem. Duzo bardziej sie podobal gosi klimat tej czesci Manhattanu. Moze kiedys znow tam wrocimy, ale wpierw do Filadelfii i Kanady, jezeli juz sie wyrwiemy na Nowy Swiat.

Po wielkiej labie i dospaniu (mniej wiecej 20 godzin z przerwa na kolacja), dzis wstalismy by zwiedzac Zona Colonial, starowka Santo Domingo, ktora byla pierwsza udana proba Europejczykow by pokonac Ameryke. Jest tu iles historii zwiazanej z Kolumbem, jego potomkami, oraz z conquistadorami. Tylko podziwiac ich odwage by odkrywac i pokonywac takie nowe tereny–tak jakby dzis na Marsie probowac sie osiedlic. Pogoda w miare dopisuje. Jest faktycznie cieplo, troche duszno. Rano bylo blekitne niebo, wczoraj i dzis popoludniu sie zachmurzylo, i takim oczyszczajacym deszczykiem odswierzylo wysepke.

« Nowsze Posty

Kategorie